Najczęstsze pytanie jakie dostaję to: jak zmotywować się do medytowania albo co robić jak nie chce mi się medytować? Przyznam, że choć rzadko burzy mi się krew, to w tym wypadku trochę tak jest.

Serio?

Pytanie bowiem o motywację do medytacji jest samo w sobie dość sprzeczne. Medytacja jest formą pracy z własnymi emocjami, jest procesem poznawania siebie i zaglądania głęboko do własnego wnętrza. Jeśli więc potrzebujesz motywacji do tego by rozpocząć lub utrzymać praktykę to w moim odczuciu prawdopodobnie nie jesteś dostatecznie dojrzały do tej decyzji. Jeżeli cierpisz na zaburzenia lękowe i również zadajesz powyższe pytania, to nie jesteś jeszcze pod tak wielką ścianą by spróbować z pełnym zaangażowaniem również i tej metody.

Sukces jest dla nielicznych

Trochę kontrowersyjny podtytuł ale niestety bardzo prawdziwy. Bloga prowadzę raptem cztery miesiące. Jeszcze nawet w połowie nie rozwinęłam się tak jak bym chciała, a już najliczniejszy feedback jaki dostaję to właśnie ten o porzuceniu praktyki z powodu braku motywacji. To z jednej strony jest przykre, że ludzie nie chcą wykorzystać szansy jaką mają, a z drugiej całkiem normalne. Statystycznie bowiem w mniejszości są Ci, którzy doprowadzają zadania do końca w efekcie czego osiągają ponadprzeciętne wyniki. Bardziej typowym zachowaniem jest porzucenie działania. To prostsze niż permanentne, długotrwałe zaangażowanie i cierpliwe oczekiwanie na efekty. To widać na przykład po osobach, które chcą zrzucić zbędne kilogramy. Mimo, że narzędzia w postaci diet, zdrowej żywności czy różnych aktywności są dostępne dla każdego, to jednak nieliczni osiągają tutaj pełny sukces. I podobnie jak w praktyce medytacyjnej, muszą na niego czekać minimum kilka tygodni, a czasem nawet i kilka lub kilkanaście miesięcy. Wytrwałość jest więc kluczem do osiągnięcia spokoju, o czym trąbię od początku pisania bloga.

Po co chcesz medytować?

Dlaczego właściwie to czytasz? Jeżeli cierpisz na zaburzenia lękowe i chcesz się wreszcie poczuć lepiej to na pewno warto nie torpedować pomysłów, które mogą Ci pomóc. Poleżenie na kanapie i zatopienie w ciężkich myślach nie przyniesie ulgi. Spanie może na krótką metę Cię odetnie, ostatecznie wszystko jedynie pogłębi poczucie bezradności. Zamiast tego usiądź i pobądź (instrukcja TUTAJ). Codziennie chociaż chwilę. Uprawiaj ruch, jakikolwiek. Lepiej się odżywiaj, jeśli jeszcze tego nie robisz. Zauważ, że masz ciało, posłuchaj go. Ono Ci już dawno mówiło i ciągle mówi co jest nie tak. Jeżeli samodzielnie trudno Ci medytować to mam dobrą wiadomość. Od jesieni planuję rozpocząć serię warsztatów. Szczegóły podam wkrótce na blogu i na fanpejdżu.

Zjedz słonia po kawałeczku

Stojąc przed nowym wyzwaniem, zazwyczaj w całościowym ujęciu jawi się ono jako ogrom pracy, którą trzeba wykonać. To przytłacza. To również jeden z czynników, który skutecznie zniechęca nas do działania. Efekt za kilka tygodni, a nawet miesięcy? Nie biorę się nawet za to. Ja tylko zwrócę uwagę na jedną rzecz, ten czas i tak upłynie. Czy tego chcesz czy nie. On minie. Możesz za tych kilka miesięcy być tu gdzie jesteś, a możesz być kilometry dalej. To jest rzecz, która zależy wyłącznie od Ciebie. Odrobina wysiłku dziennie posunie Cię do przodu. Metoda małych kroków to zdecydowanie lepsza strategia niż spektakularne skoki. Te drugie rzadko zostają zrealizowane, tkwią jedynie w pobożnych życzeniach marzycieli. Nic nie zmieni się z dnia na dzień, równowaga jest efektem dostrzeżenia tego, że klucz tkwi w SLOW, a nie w FAST.

Miało nie być motywująco ale jakoś tak wyszło 😉

Pamiętaj więc, że umiejętności i predyspozycje do tego by poczuć się lepiej ma każdy. Wytrwałości, pokory i cierpliwości brakuje za to wielu.

Marta