To chyba najczęściej powracające pytanie, zarówno w kontekście zaburzeń nerwicowych jak i samego praktykowania medytacji. Cierpiąc na nerwicę czy depresję, jedną z największych bolączek osób chorych są ruminacje. To ciągłe przetwarzanie w głowie wszelkich życiowych porażek, to rodzaj obsesyjnych myśli, które uporczywie nawracają i nad którymi chory w sposób świadomy nie potrafi zapanować. Ruminacje są jak ciągłe odtwarzanie tego samego filmu i stanowią jedną z przyczyn zapadania na depresję. Myśli bowiem mają silny związek z uczuciami, to myśli generują nastrój ( zanim chory zrozumie, że może być inaczej).

Schematy myślowe

W sytuacji gdy człowiek cierpi na zaburzenia lękowe ruminacje tworzą pewne schematy i obracają się wokół podobnej tematyki. Najczęściej dotyczą tych tematów, które „udowadniają” beznadziejność i słabość chorego w jego własnych oczach oraz obrazują wyimaginowaną „najgorszą” wersję siebie. W przypadku osoby ambitnej będą to porażki, w przypadku głęboko wierzącej grzeszne myśli. Młoda matka może cierpieć z powodu myśli dotyczących porażki wychowawczej lub wyrządzenia dziecku krzywdy. Oprócz tego ruminacje często dotyczą tematów związanych z zapadaniem na chorobę psychiczną, ze śmiercią, chorobą serca, chorobą nowotworową. W przypadku hipochondrii, która bywa często jednym z elementów zaburzeń nerwicowych, myśli dotyczą obsesyjnego skanowania swojego ciała w poszukiwaniu potwierdzenia istnienie jakiejś choroby.

Ruminacje, a medytacja

Ruminacje stanowią pewną przeszkodę w początkowym etapie medytacji. Osoby początkujące bardzo często skarżą się na niemożność oderwania się od przytłaczających scenariuszy wypełniających ich głowy. Paradoks sytuacji polega na tym, że to właśnie medytacja ma nauczyć chorego zupełnie innego spojrzenia na problem. Sednem medytacji bowiem (zarówno MBSR jak i SMT) jest zauważenie, że nie jesteśmy naszymi myślami i, że mamy na nie wpływ. Nie działa to jednak w taki sposób, że siłą woli możemy je kontrolować i zmieniać (zastępować złe myśli innymi, które uważamy za dobre), bo taka jest pokusa początkujących, a raczej dostrzegać je i akceptować. Przyglądać się im, zauważać, że płyną przez umysł ale nie wysilać się na ich zmianę oraz nie traktować ich w sposób oceniający. W medytacji nie próbujemy zmienić myślenia, myśląc jeszcze więcej. Jedynie obserwujemy samą myśl. Jeśli zaczniemy je obserwować, nie dając się w nie wciągnąć osłabiamy chory wzorzec. W miarę praktyki wzorzec zmienia się sam z siebie wzmacniając naszą integrację, zrozumienie i współczucie.  To może brzmieć abstrakcyjnie, ale jeżeli usiądziesz do medytacji i spróbujesz to szybko zrozumiesz o co chodzi.

Czy pozytywne myślenie szkodzi?

Do pewnego stopnia pozytywne myślenie jest w porządku. Niejednokrotnie bowiem pozwala przetrwać trudne okresy w życiu i  daje nadzieję na lepsze jutro, zwłaszcza w ciężkich okolicznościach. Każdy z nas zna zapewne osobę, która jest bardzo pozytywna ale nieco oderwana od rzeczywistości. O wielu rzeczach fantazjuje (czego to nie kupi, gdzie nie pojedzie, czego nie zrobi) ale nigdy tego nie realizuje. Często nie rozwiązuje bieżących problemów licząc, że rozwiążą się same, skupia się na doraźnych przyjemnościach (często nałogach), nie posiada szczególnych życiowych celów. To rodzaj pozytywnego myślenia, który pozbawia przytomności i realnej oceny sytuacji. Odbiera ono również narzędzia by korygować i modyfikować działania w celu poprawy jakości życia. Pozytywne myślenie może być takim samym więzieniem jak negatywne, jeżeli przybiera postać ciągłego dryfowania w świecie fantazji.

Na zakończenie

Będąc usidlonym przez negatywne myśli wydaje nam się, że nie istnieje inny sposób funkcjonowania naszego umysłu. Ten schemat tak mocno zostaje wyryty w naszych głowach, że odmienna forma jest nieosiągalna. Piszę tego bloga między innymi po to by uświadomić czytelnikom, że wiele zmian jest możliwych. Warto zacząć od zaakceptowania faktu, że ludzki mózg jest niebywale potężny, a nauka naprawdę wiele już o nim wie. Umysł człowieka jest bardzo plastyczny. Można na niego wpływać i go formować, jest tylko jedna kluczowa kwestia – nikt tego nie zrobi za Ciebie. I to nie jest utarty frazes, praca nad sobą zaczyna się od wzięcia odpowiedzialności za siebie na siebie. Potem już jest coraz prościej.