Chemia

Z historii, którą opisałam można wywnioskować, że sceptycznie podchodzę do psychoterapii. Nie pomogła mi w walce z zaburzeniami lękowymi, a ponadto terapeuta nie należał do najlepszych w swoim zawodzie (w mojej subiektywnej ocenie). To jednak zupełnie nie tak. Ludzie jak to ludzie nie są idealni i popełniają błędy. Ja poszukując terapeuty wybrałam na chybił trafił. Miało być blisko, z dobrymi opiniami w goglach oraz z rozsądnym cennikiem. Mimo, że od początku nie czułam chemii z terapeutą, nie zdecydowałam się na zmianę. Lęk był wówczas tak intensywny, że każdy wysiłek tego typu był ponad moje możliwości. Pierwszy wniosek jest więc taki, że terapeuta musi Ci pasować, musisz czuć z nim porozumienie i chemię. Moim błędem był brak reakcji na dyskomfort jaki czułam podczas sesji.

W opracowaniu dr Rakonia, znalazłam informacje, że medytacja wpływa na dziewięć kluczowych aspektów życia, są nimi: regulacja procesów cielesnych, dostrojona komunikacja, równowaga emocjonalna, elastyczność odpowiedzi, empatia, wygaszanie lęku, intuicja i moralność. Podkreśla on jednak, że pierwszych siedem może być rezultatem bezpiecznego przywiązania dziecka do opiekuna lub pacjenta do terapeuty. Można więc wnioskować, że rola terapii w leczeniu zaburzeń lękowych jest bardzo istotna, a w niektórych przypadkach wystarczająca.

Rodzaj terapii

Drugą kwestią jest rodzaj terapii, wybrałam wtedy poznawczo-behawioralną (według badań ten rodzaj terapii wykazuję najlepszą skuteczność w leczeniu zaburzeń lękowych), nie wnikając specjalnie czym różni się od innych. Dziś uważam, że znacznie lepsza i bardziej odpowiadająca moim oczekiwaniom byłaby terapia ACT lub Gestalt. Warto więc poczytać choćby podstawy na temat każdego nurtu i pod tym kątem szukać terapeuty. Warto również by terapeuta miał pojęcie o wpływie medytacji na redukcję stresu.

Dlaczego warto?

Celem medytacji (SMT) jest skuteczne obniżenie napięcia, zarówno fizycznego jak i psychicznego, którego niski poziom przekłada się na ustąpienie objawów zaburzeń lękowych (mówiąc w wielkim skrócie). W momencie kiedy tego doświadczamy kolosalnie poprawia się jakość naszego życia i często nie chcemy więcej drążyć tematu, bo jest dobrze jak jest.

Uważam, że to nie najlepsze podejście. Należy pamiętać, że choroby nerwowe nie są wirusem, który łapiemy z powietrza. Biorą się raczej z różnych trudnych, niejednokrotnie traumatycznych przeżyć, które nastąpiły w okresie poprzedzającym wybuch choroby (lub w dzieciństwie). Sensownym podejściem jest przepracowanie tych tematów wraz z psychoterapeutą.

Psychoterapia równolegle z medytacją?

To jest całkowicie indywidualna kwestia. Nic nie stoi na przeszkodzie by robić to równolegle (chyba, że lekarz zalecił inaczej, tak może się dziać zwłaszcza w przypadku osób z zaburzeniami depresyjnymi). Moje doświadczenie jest takie, że poziom lęku podczas psychoterapii był tak wysoki, że uczestnictwo w niej było zupełnie bez sensu. Nie mogłam skupić się na rozmowie z terapeutą, wskutek intensywnych analiz wyciągałam absurdalne wnioski. Bywało, że sesje terapeutyczne pogłębiały jeszcze bardziej moje poczucie bezradności i bezsilności. Sprawa miała się zupełnie inaczej po wyzdrowieniu. Wówczas byłam zdolna do spokojnych i głębokich przemyśleń. Nie bałam się już konfrontacji ze sobą, ani z żadnym trudnym tematem.

Podsumowanie

Decyzja o uczestnictwie w terapii jak i o podjęciu praktyki medytacji zawsze należy do osoby zainteresowanej. W kontekście zaburzeń lękowych uważam, że obydwa kierunki są niezbędne, kolejność jest jednak sprawą indywidualną.