Każdy sukces rozpoczyna się od tego, że ktoś dobrowolnie podejmuje działanie. Niezależnie od tego kim jesteśmy i jakie mamy ambicje , jeżeli nie zrobimy pierwszego kroku, to nie wydarzy się nic co zmieni lub polepszy naszą sytuację.

                                                                                        Pauline McKinnon

Z moich obserwacji wynika, że bardzo często najskuteczniejsze rozwiązania problemów są bardzo proste, czasem aż trudno uwierzyć, że aż tak proste.

Po latach walki z lękiem i przeczytaniu książki Pauline, podobnie zresztą jak ona, poza oporem jaki czułam względem proponowanej mi techniki, czułam również niepokój związany z tym, że technika ta wydawała się banalnie prosta. Zmęczona latami poszukiwań, głęboką psychoanalizą, gdzie umysł był zawsze na pełnych obrotach, nie mogłam przyjąć, że tak łatwe rozwiązanie może okazać się skuteczne.

Piszę o tym, bo mam wrażenie, że osoby, które na poważnie zainteresują się tym rodzajem medytacji to najczęściej ci, którzy przeszli tak zwaną klasyczną ścieżkę, czyli psychiatrę, psychologa, terapię, leczenie farmakologiczne, bez zadowalających efektów. Z powodu wieloletniego wysiłku włożonego w poszukiwanie rozwiązania proponowana przeze mnie forma medytacji również wyda im się podejrzanie prosta, przez co poddadzą jej skuteczność w wątpliwość. Na tym etapie mogę jedynie powiedzieć, że ja zaufałam autorce i była to najlepsza decyzja w moim życiu. Każdy jednak decyduje sam o sobie.

Instrukcja medytacji

Rodzaje wyciszenia

Dr Meares wyszczególnił dwa etapy wyciszenia występujące w medytacji SMT. Pierwszym jest wyciszenie ciała, drugim wyciszenie umysłu. Nie ma możliwości osiągnięcia wyciszenia umysłu bez wyciszenia ciała. Proces zawsze przebiega dwuetapowo. Bez wątpienia wszyscy posiadamy zdolność jednego i drugiego, różni nas jednak tempo w jakim jesteśmy w stanie to zrobić. Będą tacy, którzy osiągną relaksację fizyczną na jednej z pierwszych sesji, innym przyjdzie na to czekać kilka tygodni.

Pozycja

Aby osiągnąć wyciszenie ciała należy przyjąć pozycję symetryczną i zdyscyplinowaną, ale względnie wygodną. Na początek zawsze zalecana jest (ja tak robię do dziś) pozycja siedząca, na krześle z oparciem, gdzie proste plecy dotykają oparcia, dłonie leżą luźno na kolanach lub na podłokietnikach, a stopy dotykają ziemi. Kręgosłup stanowi pewien filar, na którym swobodnie „zwisa” reszta ciała.

Pozycja po turecku również jest właściwa, wymaga ona jednak pewnej elastyczności, z którą wiele osób ma problem, radzę więc nie komplikować i zacząć od krzesła.

Pozycje zbyt wygodne ( leżenie na łóżku, leżenie na macie, wtulenie w fotel itd.) uniemożliwiają wejście w pełne wyciszenie fizyczne i psychiczne.

Pozycja musi być jednocześnie względnie wygodna i obarczona lekkim dyskomfortem.

Ograniczenia

Ucząc się tej techniki medytacji warto na pierwszych sesjach pozbyć się wszystkich rozpraszaczy i przeszkadzaczy. Warto zdjąć okulary, kolczyki, zegarek, rozpiąć pasek jeśli uciska. Należy całkowicie wyłączyć dźwięki w telefonie i zamknąć się w odosobnionym pomieszczeniu, odcinając się na tyle na ile można od hałasu i szumu. Z czasem kiedy wchodzenie w stan medytacji stanie się prostą umiejętnością, strój i hałas przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie. Początki jednak bywają trudne i warto dać sobie czas i stworzyć odpowiednie warunki.

Stan umysłu

Kiedy siedzisz już na krześle ( w postawie wyprostowanej, z dłońmi na kolanach) przygotowany do praktyki delikatnie zamknij oczy.

To moment, w którym niczego nie chcesz osiągnąć. Niczego nie musisz. To czas żeby być i doświadczać. Jeśli czujesz lęk, pozwól mu być. Zlokalizuj miejsca które są najbardziej napięte: wnętrze brzucha, plecy, kark…spróbuj je powoli i świadomie rozluźnić. Możesz zacząć od stóp, idąc coraz wyżej odpuszczaj każdemu mięśniowi, który jest spięty. Najważniejsza jest twarz i czoło, rozluźnij je, powieki miej lekko zamknięte, rozluźnij policzki i szczękę. Oddychaj naturalnie. Przeprowadź ten proces kilka razy, aż poczujesz przyjemne ciepło ( ciężar) w ciele oznaczające relaksację fizyczną. Myśli będą ciągle krążyć ( z pewnością poczujesz nieodpartą chęć przeanalizowania dnia, zrobienia planów na później lub podjęcia dialogu w myślach), nie szarp się z nimi, one przychodzą i odchodzą, puść je, daj im płynąć. Akceptuj je ale nie zatrzymuj ich, nie drąż. Pozwól sobie być dokładnie takim jakim teraz jesteś. Nie walcz z niczym i z nikim, nie trzeba. Bądź, oddychaj.

Pełna relaksacja fizyczna objawia się przyjemnym uczuciem rozluźnienia w całym ciele oraz ( w moim przypadku jest to bardzo odczuwalne) rozgrzewającymi się dłońmi i stopami.

Rozluźnione ciało i akceptacja przepływających myśli pozwoli z czasem na uzyskanie pełnego wyciszenia psychicznego. Nie jest ono jednak żadnym spektakularnym odczuciem, które uderzy w nas jak piorun. Nie należy go w ten sposób oczekiwać, to raczej powolne przyzwyczajanie się do aktywności swojego umysłu, patrzenie jakby z boku na to co umysł nam podsuwa. W trakcie właściwej medytacji, przy pełnym wyciszeniu fizycznym umysł co jakiś czas zastyga, jesteśmy świadomi nieświadomości,  odczuwa się to jako momenty „niemyślenia”, trwają chwilę, po czym znów generowane są myśli. Uczucie to jest bardzo przyjemne i pełną świadomość tego doznania odkrywamy dopiero po skończonej medytacji. Przyjemne doświadczenie spokoju utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas po medytacji.

Czas medytacji

Zasada jest dość prosta, im więcej medytacji tym szybsze efekty. Jednocześnie jednak medytacja nie może być wyścigiem, sprintem, nie może być na siłę, nie można jej “odbębnić”. Lata pracy ( najpierw Dr Mearesa później Pauline) z pacjentami pozwoliły im wypracować optymalny model, który i ja początkowo stosowałam.  Godzina medytacji dwa razy w tygodniu, a w pozostałe dni mniej więcej po 20 minut rano i wieczorem. Jest to jednak harmonogram bardzo elastyczny i tak naprawdę należy go dostosować do własnych potrzeb, pamiętając jedynie, że czym więcej będziemy praktykować tym szybciej zobaczymy zmiany. Na początku można używać budzika by określać sobie czas medytacji. Ja dość szybko zrezygnowałam z tej formy i dałam temu pewną dowolność. Medytowałam tak długo jak długo czułam potrzebę, w efekcie było to zazwyczaj 50-60 minut.

Pora medytacji

Istotnym jest aby być wypoczętym. Każda pora jest właściwa, może poza późnym wieczorem gdzie organizm jest zmęczony i łatwo zasnąć. Warto również medytować w przerwach w pracy, nawet jeśli taka sesja miałaby trwać zaledwie 10 minut.

Nawroty i napady lęku

Zarówno podczas sesji medytacyjnych jak i w okresie kiedy będziesz czuć się lepiej mogą pojawić się nawroty lęku. To zupełnie normalne, tak działa psychika, wygaszenie nawykowych reakcji zabiera wiele czasu, nic więc dziwnego, że w sytuacjach bardziej stresujących mogą pojawić się ich napady. Ważne byś to zaakceptował i nie traktował tego jak porażki, a raczej jako etap na drodze do celu. Nie poddawaj się, początki mogą być trudne, z czasem będzie lepiej.

Uwagi

Zgodnie z tym co zamieściłam w pierwszym wpisie na tym blogu, mnie powrót do całkowitej równowagi zajął aż dwa lata ( gdzie pierwsze efektu medytacji czułam już po kilku tygodniach), byłam więc zdecydowanie trudnym przypadkiem, choć moje zaburzenia wcale nie należały do najcięższych. Trudno powiedzieć dlaczego jednym przychodzi to tak łatwo, a inni muszą praktykować znacznie dłużej. Z perspektywy czasu myślę, że mogło mieć znaczenie to, że mam raczej analityczną i dociekliwą osobowość plus lubię kontrolować sytuację. W medytacji kluczowe jest odpuszczenie. Czym bardziej stawiasz opór, podważasz, dociekasz, analizujesz tym trudniej osiągnąć oczekiwany stan.

Miałam duże wątpliwości czy publikować dokładny opis tej techniki medytacji. Nikt przede mną tego nie zrobił, a jest nas kilkoro w Polsce i całkiem sporo na świecie. Mając jednak w pamięci czasy kiedy gorliwie szukałam rozwiązania i wiedząc, że książka Pauline jest niedostępna, nie mogę zrobić inaczej.

Głęboko wierzę, że ten wpis (w zasadzie cały blog) przyczyni się do czyjegoś wyjścia na prostą, a mnie choć udostępniam tę wiedzę pro bono, mimo wszystko uda się sfinansować kurs nauczycielski i działać w tej materii bardziej zawodowo.

Jeżeli masz ochotę podyskutować zapraszam do komentowania poniżej lub do grupy na fb: PowrotDoRownowagi

Będzie mi również niezmiernie miło jeśli dołączysz do subskrybentów bloga (formularz na prawym pasku).

Ściskam 🙂

Marta